Kurs biblijny: Cała Biblia przez sms (2352)

Cała Biblia przez SMS – godz. 15:00

Także o godzinie 15:00 rozsyłamy (po fragmencie) kolejne rozdziały Pisma Świętego, tak aby (w ciągu kilku lat) przeczytać przez SMSy cały Stary i Nowy Testament.

np. Księga Rodzaju 1, 23 - 26 "I tak upłynął wieczór i poranek - dzień piąty. 24 Potem Bóg rzekł: «Niechaj ziemia wyda istoty żywe różnego rodzaju: bydło, zwierzęta pełzające i dzikie zwierzęta według ich rodzajów!» I stało się tak. 25 Bóg uczynił różne rodzaje dzikich zwierząt, bydła i wszelkich zwierząt pełzających po ziemi. I widział Bóg, że były dobre. 26 A wreszcie rzekł Bóg: «Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!»".

„Hiob na to odpowiedział:
2 «Podobnie mówiono mi często.
Zamiast koić, wszyscy dręczycie.
3 Czy koniec już pustym dźwiękom?
Co skłania cię do mówienia?
4 I ja bym przemawiał podobnie,
ale gdy role zmienimy.
Mowy bym do was układał,
kiwałbym głową nad wami.
5 Pocieszałbym was ustami,
nie skąpiłbym słów współczucia.
6 Lecz cierpień nie stłumię słowami.
Czy odejdą ode mnie, gdy zmilknę?
7 Ach, teraz jestem zmęczony,
zniszczyłeś me wszystkie dowody;
8 ścisnąłeś mnie, mój świadek mi wrogiem,
oskarża mnie moja słabość.
9 Sroży się w gniewie i ściga,
zgrzytając na mnie zębami.
Wróg zmierzył mnie wzrokiem.
10 Usta swe na mnie rozwarli,
po twarzy mnie bili okrutnie,
społem się przeciw mnie złączyli.
11 Bóg mnie zaprzedał złoczyńcom,
oddał mnie w ręce zbrodniarzy,
12 zburzył już moją beztroskę,
chwycił za grzbiet i roztrzaskał,
obrał mnie sobie za cel.
13 Łucznikami mnie zewsząd otoczył,
nerki mi przeszył nieludzko,
żółć moją wylał na ziemię.
14 Wyłom czynił po wyłomie,
jak wojownik natarł na mnie.
15 Przywdziałem wór na swe ciało,
czołem w proch uderzyłem,
16 oblicze czerwone od płaczu,
w oczach już widzę pomrokę,
17 choć rąk nie zmazałem występkiem
i modlitwa moja jest czysta.
18 Ziemio, nie zakryj mej krwi,
by krzyk ukojenia nie zaznał.
19 Teraz mój Świadek jest w niebie,
Ten, co mnie zna, jest wysoko.
20 [Gdy] gardzą mną przyjaciele,
zwracam się z płaczem do Boga,
21 by rozsądził spór człowieka z Bogiem,
jakby człowieka z człowiekiem.
22 Jeszcze upłynie lat kilka,
nim pójdę, skąd nie ma powrotu”.
„Elifaz z Temanu głos zabrał i rzekł: 2 «Czy mowa mędrca to wicher? Czy pierś mu wypełnia wiatr wschodni? 3 Czy gani zbędnymi słowami, słowami, co na nic się zdadzą? 4 Ty nawet niszczysz pobożność, osłabiasz modlitwę do Boga. 5 Twoja nieprawość uczy cię mówić, używasz języka bluźnierców. 6 Nie ja - twoje usta cię potępią, twoje wargi są świadkami przeciw tobie. 7 Czyś pierwszym człowiekiem na ziemi, wcześniej niż góry stworzonym? 8 Czy z tobą to Bóg przyjaźnie rozmawiał i zagarnąłeś całą mądrość? 9 Czy może lepiej coś od nas pojąłeś? I jasne ci rzeczy nam nieznane? 10 I u nas są mędrcy, sędziwi, starsi od ojca twojego. 11 Czy nieważne u ciebie Boże pociechy i łagodne z tobą rozmowy? 12 Czemu masz serce wzburzone, oczami swymi tak mrugasz, 13 gdy duch twój się na Boga porywa i słowa z ust swoich miotasz? 14 Czyż mógłby człowiek żyć w święcie lub syn człowieczy bez zmazy, 15 gdy On nie ufa swym świętym, niebiosa nie dość dlań czyste? 16 Tym bardziej wstrętny Mu grzesznik, co pije nieprawość jak wodę. 17 Wyjaśnię, ty mnie posłuchaj, a to wypowiem, com widział. 18 Naukę mędrców wyłożę, co ojców mądrości nie kryli. 19 Im samym ziemię oddano, bo obcych wśród nich nie było. 20 Nieprawy jest zawsze w strachu, zliczone są lata tyrana, 21 głos wrogów brzmi w jego uszach, że w szczęściu napadnie niszczyciel. 22 Nie wierzy, iż ujdzie mroku, los mu pod miecz wyznaczono, 23 rzucą go sępom na pokarm, rozumie, że zguba dlań pewna. 24 Czarny dzień go przeraża, strach go przygniata jak mara, niby król gotowy do boju. 25 Prawicę swą podniósł na Boga, do walki wyzwał Wszechmocnego, 26 biegł z wyciągniętą szyją pod grubych tarcz ochroną. 27 Twarz swoją ukrył w tłuszczu, a lędźwie mu utyły; 28 mieszkać chce w miastach zburzonych, w domach, gdzie ludzi już nie ma, którym pisana ruina. 29 Nie dojdzie do trwałej fortuny, ani do mroku zejdą bogactwa. 30 Nie zdoła uniknąć ciemności: słońce spali mu zieleń, z oddechem i mowę utraci. 31 Niech złudą wiedziony nie ufa, bo złuda będzie jego zapłatą. 32 Latorośl uwiędnie przed czasem, gałązki się nie zazielenią. 33 Wyrzucą go jak kwaśne grona, oderwą jak liście oliwki; 34 potomstwo niewiernym się nie rodzi, ogień strawi namiot przekupcy. 35 Kto krzywdę pocznie, ten rodzi nieszczęście, gdyż wnętrze gotuje mu zawód».”
„Człowiek zrodzony z niewiasty ma krótkie i bolesne życie, 2 wyrasta i więdnie jak kwiat, przemija jak cień chwilowy; 3 a z gniewem na niego spoglądasz i stawiasz przed swoim sądem. 4 Któż czystym uczyni skalane? Nikt zgoła. 5 Człowieka dni ilość zliczona, i liczba miesięcy u Ciebie, kres wyznaczyłeś im nieprzekraczalny. 6 Zaniechaj go, wzrok Twój oderwij, niech cieszy się dniem najemnika! 7 Drzewo ma jeszcze nadzieję, bo ścięte, na nowo wyrasta, świeży pęd nie obumrze. 8 Choć bowiem korzeń zestarzeje się w ziemi, a pień jego w piasku zbutwieje, 9 gdy wodę poczuje, odrasta, rozwija się jak młoda roślina. 10 A mocarz umarły przepada. Gdzież będzie człowiek, gdy zginie? 11 Wody z morza znikną i rzeki wprzód wyschną doszczętnie - 12 a człowiek umarły nie wstanie, zbudzi się, gdy nieba nie stanie, nie zdoła się ze snu ocucić. 13 O gdybyś w Szeolu mnie schował, ukrył, aż gniew Twój przeminie, czas mi postawił, kiedy mnie wspomnisz... 14 Ale czy zmarły ożyje? Czekałbym przez wszystkie dni mojej walki, aż taka chwila nadejdzie. 15 Ty mówiłbyś, ja bym odpowiadał, tęskniłbyś do dzieła rąk swoich. 16 Obliczyłbyś wtedy moje kroki, zło byś mi puścił w niepamięć, 17 pod pieczęcią trzymał przestępstwa, wybielił wszystkie me grzechy. 18 Góra rozpadnie się w gruzy i skała zmieni swe miejsce, 19 woda zniszczy kamienie, fala podmyje glebę; i Ty nadzieję niweczysz w człowieku. 20 Miażdżysz na zawsze i on odchodzi, pozbawiasz kształtu, odsyłasz. 21 Czy we czci jego synowie? - On nie wie. Czy też wzgardzeni? Już o tym nie myśli. 22 Zadręcza go własne ciało, odczuwa ból swojej duszy».”
„To wszystko me oko widziało,
słyszało, pojęło me ucho.
2 Co wiecie, i ja wiem także.
Nie ustępuję wam w niczym.
3 Lecz mówić chcę z Wszechmogącym,
bronić się będę u Boga.
4 Bo wy zmyślacie oszustwa,
lekarze nic niewarci.
5 Gdybyście chcieli zamilknąć,
byłby to znak roztropności.
6 Słuchajcie mego sprzeciwu,
na odpowiedź mych warg zważajcie.
7 Czy Boga złem osłonicie?
Wszechmogącego obronicie kłamstwem?
8 [Tak] Jego stronę trzymacie?
Czy rzecznikami jesteście Bożymi?
9 Czy dobrze by było, gdyby was doświadczył?
Czy można z Niego szydzić jak z człowieka?
10 Przywoła was do rozsądku,
jeśli w ukryciu stronniczo mówicie.
11 Czy Majestat nie budzi lęku?
Czy nie przejmuje was grozą?
12 Zdaniami z piasku wy strofujecie;
wszak wasze tarcze są z gliny.
13 Milczcie, niech ja teraz powiem,
cokolwiek może przyjść na mnie.
14 Między zęby stale biorę swe ciało,
własne swe życie nadstawiam.
15 Choćby mnie zabił Wszechmocny - ufam,
i dróg moich przed Nim chcę bronić.
16 To mi wystarczy za obronę.
Nieprawy do Niego nie dojdzie.
17 Słuchajcie pilnie mej mowy,
na słowa me uszu nadstawcie.
18 Mam gotową obronę przed sądem,
pewien, że jestem niewinny.
19 Kto chce się ze mną prawować?
A teraz umilknę i umrę.
20 Uczyń mi tylko dwie rzeczy,
na pewno nie stchórzę przed Tobą:
21 Odejmij ode mnie Twą rękę
i spraw, bym nie bał się Ciebie.
22 Mów pierwszy, a ja niech odpowiem,
lub ja przemówię, Ty po mnie.
23 Ile mam przewin i grzechów?
Ujawnij występki i winy!
24 Czemu chowasz swoje oblicze?
Czemu mnie poczytujesz za wroga?
25 Chcesz liść gnany wiatrem płoszyć,
prześladować słomę [już] wyschłą?
26 Przypisujesz mi czyny gwałtu,
wspominasz grzechy młodości.
27 Nogi zakułeś w kajdany,
dokładnie drogi me śledzisz,
ślady stóp moich badasz.
28 Jak próchno się to rozpadnie,
niczym ubranie zjedzone przez mole”.
„Hiob na to odpowiedział:
2 «Prawda, jesteście potężni,
a z wami już mądrość zaginie...
3 I ja mam rozsądek jak wy,
.
Komu te rzeczy nieznane?
4 Na drwiny się bliźnich narażam,
gdy proszę, by Bóg się odezwał.
Z czystego, prawego się śmieją.
5 Wzgarda dla ginących - myśli bezpieczny -
popchnąć tego, komu nogi się chwieją.
6 Spokojne namioty złoczyńców,
kto gniewa Boga, jest dufny;
za rękę go Bóg prowadzi.
7 Zapytaj zwierząt - pouczą.
I ptaki w powietrzu powiedzą.
8 Zapytaj Podziemia, wyjaśni;
pouczą cię i ryby w morzu.
9 Któż by z nich tego nie wiedział,
że ręka Pana uczyniła wszystko:
10 w Jego ręku - tchnienie życia
i dusza każdego człowieka.
11 Czyż ucho nie bada mowy,
a smak nie kosztuje pokarmu?
12 [Więc tylko] u starców jest mądrość,
roztropność u wiekiem podeszłych?
13 On ma potęgę i rozum,
rozsądek znać w Jego planach.
14 Gdy On rozwali - któż odbuduje,
gdy zamknie, kto by otworzył?
15 Gdy wody wstrzyma - jest susza;
zwolni je - ziemię spustoszą.
16 U Niego zwycięstwo i siła,
ma w ręku błądzących i kłamców.
17 Radców przyda niemądrych,
a sędziów wyzuje z rozsądku.
18 Królów pozbawi ich władzy
i sznurem skrępuje ich biodra.
19 Kapłanów pośle nierozważnych,
powali największych mocarzy.
20 Głos uzdolnionym odbierze,
rozsądku pozbawi i starców,
21 pogardą okryje szlachetnych,
bo pas odepnie mocarzom.
22 Głębinom wydrze tajniki,
oświetli odwieczne ciemności,
23 narody pomnoży i zgubi,
jak dowódca ich prowadzi.
24 Rządcom ziem odbierze rozsądek,
po bezdrożach pozwoli im błądzić;
25 macają w ciemności bez światła,
chwieją się jak pijani”.
„Wówczas zabrał głos Sofar z Naamy i tak rzekł: 2 «Czyż nie dostanie odprawy gaduła, a wymowny człowiek ma słuszność? 3 Czy mężowie zamilkną słysząc brednie, czy szyderstwo nie otrzyma nagany? 4 Rzekłeś: Nauka moja czysta, niewinny jestem w Twych oczach. 5 Lecz gdyby Bóg przemówił i zaczął z tobą rozmawiać, 6 objawił ci tajniki rozumu, gdyż wieloraka to mądrość: poznałbyś, ile Bóg ci zapomniał. 7 Czy dosięgniesz głębin Boga, dotrzesz do granic Wszechmocnego? 8 Wyższe nad niebo. Przenikniesz? Głębsze niż Szeol. Czy zbadasz? 9 Powierzchnią dłuższe od ziemi i szersze nawet od morza. 10 Gdy przechodzi, nakłada więzy, woła na sąd, kto zabroni? 11 Ludzie podstępni są Mu jawni, widzi zło, bo uważa. 12 Lekkoduch niech się hamuje, a płochy niech wejdzie w siebie. 13 Gdy będziesz miał wierne serce, do Niego wzniesiesz swe ręce, 14 gdy odsuniesz dłonie od występku i nie ścierpisz grzechu w namiocie - 15 to głowę podniesiesz: bez winyś; staniesz się mocnym: bez lęku. 16 Cierpienie twe pójdzie w niepamięć, jak deszcz miniony je wspomnisz. 17 Życie roztoczy swój blask jak południe, mrok się przemieni w poranek. 18 Pełen nadziei, ufności, odpoczniesz bezpiecznie strzeżony. 19 Nikt nie zakłóci spokoju, a wielu ci będzie schlebiało. 20 Lecz oczy występnych osłabną, nie znajdą dla siebie schronienia, ufność ich - wyzionąć ducha».”
„Życie obrzydło mojej duszy,
przedstawię Jemu swą sprawę,
odezwę się w bólu mej duszy!
2 Nie potępiaj mnie, powiem do Boga.
Dlaczego dokuczasz mi, powiedz!
3 Przyjemnie ci mnie uciskać,
odrzucać dzieło swoich rąk
i sprzyjać radzie występnych?
4 Czy oczy Twoje cielesne
lub patrzysz na sposób ludzki?
5 Czy dni Twoje są jak dni człowieka,
jak wiek mężczyzny Twe lata,
6 że szukasz u mnie przestępstwa
i grzechu mego dochodzisz?
7 Choć wiesz, żem przecież nie zgrzeszył,
nikt mnie z Twej ręki nie wyrwie.
8 Twe ręce ukształtowały mnie, uczyniły:
opuszczonego dokoła chcesz zniszczyć?
9 Wspomnij, żeś ulepił mnie z gliny:
i chcesz obrócić mnie w proch?
10 Czy mnie nie zlałeś jak mleko,
czyż zsiąść się nie dałeś jak serowi?
11 Odziałeś mnie skórą i ciałem
i spiąłeś żyłami i kośćmi,
12 darzyłeś miłością, bogactwem,
troskliwość Twa strzegła mi ducha -
13 a w sercu to ukrywałeś?
Teraz już znam Twe zamiary.
14 Tylko czyhałeś na mój grzech,
nie chcesz mnie uwolnić od winy.
15 Biada mi, gdybym ja zgrzeszył!
Choć sprawiedliwy, nie podniosę głowy,
syty pogardy, niedolą pojony.
16 Pysznego złowisz jak lwiątko,
na nowo użyjesz Twej mocy,
17 postawisz mi świeże dowody,
gniew swój umocnisz powtórnie,
sprowadzisz nowe zastępy.
18 Czemuż wywiodłeś mnie z łona?
Bodajbym zginął i nikt mnie nie widział,
19 jak ktoś, co nigdy nie istniał,
od łona złożony do grobu.
20 Czyż nie krótkie są dni mego życia?
Odwróć Twój wzrok, niech trochę rozjaśnię oblicze,
21 nim pójdę, by nigdy nie wrócić,
do kraju pełnego ciemności,
22 do ziemi czarnej jak noc,
do cienia chaosu i śmierci,
gdzie świecą jedynie mroki».”
„Hiob na to tak odpowiedział:
2 «Istotnie. Ja wiem, że to prawda.
Czy człowiek jest prawy przed Bogiem?
3 Gdyby się ktoś z Nim prawował,
nie odpowie raz jeden na tysiąc.
4 Umysł to mądry, a siła potężna.
Któż Mu przeciwny nie padnie?
5 W mgnieniu oka On przesunie góry
i zniesie je w swoim gniewie,
6 On ziemię poruszy w posadach:
i poczną trzeszczeć jej słupy.
7 On słońcu zabroni świecić,
na gwiazdy pieczęć nałoży.
8 On sam rozciąga niebiosa,
kroczy po morskich głębinach;
9 On stworzył Niedźwiedzicę, Oriona,
Plejady i Strefy Południa.
10 On czyni cuda niezbadane,
nikt nie zliczy Jego dziwów.
11 Nie widzę Go, chociaż przechodzi:
mija, a dostrzec nie mogę.
12 Kto Mu zabroni, choć zniszczy?
Kto zdoła powiedzieć: Co robisz?
13 Bóg gniewu hamować nie musi,
uległe są Mu służki Rahaba.
14 Jakże ja zdołam z Nim mówić?
Dobiorę wyrazów właściwych?
15 Choć słuszność mam, nie odpowiadam
i tylko błagam o litość.
16 Proszę Go, by się odezwał,
a nie mam pewności, że słucha.
17 On może zniszczyć mnie burzą,
bez przyczyny pomnożyć mi rany.
18 Nawet odetchnąć mi nie da,
tak mnie napełni goryczą.
19 O siłę chodzi? To mocarz.
O sąd? Kto da mi świadectwo?
20 On i prawym zamknie usta,
mam słuszność, a winnym mnie uzna.
21 Czym czysty? Nie znam sam siebie,
potępiam swe własne życie.
22 Na jedno więc, rzekłem, wychodzi,
prawego ze złym razem zniszczy.
23 Gdy nagła powódź zabija,
drwi z cierpień niewinnego;
24 ziemię dał w ręce grzeszników,
sędziom zakrywa oblicza.
Jeśli nie On - to kto właściwie?
25 Szybsze me dni niźli biegacz,
uciekają, nie zaznawszy szczęścia,
26 mkną jak łodzie z sitowia,
gonią jak orzeł ofiarę.
27 Gdy powiem: Zapomnę o męce,
odmienię, rozjaśnię oblicze -
28 drżę na myśl o cierpieniu,
pewny, że mnie nie uwolni.
29 Jestem grzesznikiem, przyznaję.
Więc po co się męczę na próżno?
30 Choćbym się w śniegu wykąpał,
a ługiem umył swe ręce;
31 umieścisz mnie tam, na dole.
Nawet mój płaszcz mną się brzydzi.
32 Nie człowiek to, aby Mu odrzec:
Razem stawajmy u sądu!
33 Czy jest między nami rozjemca,
co rękę położy na obu?
34 Niech zdejmie ze mnie swą rózgę
i strachem mnie nie napełnia,
35 bym mówić zdołał bez lęku...
A tak, ja nie mam śmiałości”.
„Bildad ze Szuach na to tak odpowiedział:
2 «Jak długo chcesz mówić w ten sposób?
Twe słowa gwałtowne jak wicher,
3 Czyż Bóg nagina prawo,
Wszechmocny zmienia sprawiedliwość?
4 A jeśli synowie zgrzeszyli
i oddał ich w moc ich występku?
5 Radzę do Boga się zwrócić,
o łaskę do Wszechmocnego.
6 Jeśliś jest czysty, niewinny,
to czuwać będzie nad tobą,
uczciwy twój dom odbuduje.
7 Skromny byłby początek,
lecz koniec byłby wspaniały.
8 Pytaj no dawnych pokoleń,
zwróć uwagę na doświadczenie przodków.
9 My, wczorajsi, znamy niewiele,
bo wiek nasz jak cień jest na ziemi.
10 Lecz oni pouczą, wyjaśnią
słowami, co płyną z rozsądku.
11 Czyż rośnie papirus bez błota,
czy się krzewi sitowie bez wody?
12 Jeszcze świeże, niezdatne do ścięcia,
[a już] usycha, prędzej od trawy.
13 Tak z drogą niepomnych na Boga;
nadzieja nieprawych zaginie,
14 na krótko im [starczy] nadziei,
ich ufność jak nić pajęczyny.
15 Kto się jej uchwyci, ten nie ustoi,
upadnie szukając oparcia.
16 On wprawdzie w słońcu soczysty,
pędy swe puszcza w ogrodzie,
17 korzenie umacnia we żwirze,
pośród kamieni zakwita.
18 Gdy utniesz go z jego podłoża,
ono się zaprze: Ja go nie widziałem.
19 Oto wesele z tej drogi.
A z pyłu wyrośnie ktoś inny.
20 Prawego Bóg nie odrzuci,
złego nie wzmocni ramieniem.
21 Napełni twe usta radością,
a wargi okrzykiem wesela.
22 Wrogowie zapłonią się wstydem,
przepadną namioty występnych».”
„Czyż nie do bojowania podobny byt człowieka?
Czy nie pędzi on dni jak najemnik?
2 Jak niewolnik, co wzdycha do cienia,
jak robotnik, co czeka zapłaty.
3 Zyskałem miesiące męczarni,
przeznaczono mi noce udręki.
4 Położę się, mówiąc do siebie:
Kiedyż zaświta i wstanę?
Lecz noc wiecznością się staje
i boleść mną targa do zmroku.
5 Ciało moje okryte robactwem, strupami,
skóra rozchodzi się i pęka.
6 Czas leci jak tkackie czółenko
i przemija bez nadziei.
7 Wspomnij, że dni me jak powiew.
Ponownie oko me szczęścia nie zazna.
8 Nikt już mnie powtórnie nie ujrzy:
spojrzysz, a już mnie nie będzie.
9 Jak obłok przeleci i zniknie,
kto schodzi do Szeolu, nie wraca,
10 by mieszkać we własnym domostwie;
nie zobaczą go strony rodzinne.
11 Ja ust ujarzmić nie mogę,
mówić chcę w utrapieniu,
narzekać w boleści mej duszy.
12 Czy jestem morzem lub smokiem głębiny,
żeś straże przy mnie postawił?
13 Myślałem: Wypocznę na łóżku,
posłanie to trosk mych powiernik.
14 Lecz Ty mnie snami przestraszasz,
przerażasz mnie widziadłami.
15 Moja dusza wybrała uduszenie,
a śmierć - moje członki.
16 Zginę. Nie będę żył wiecznie.
Zostaw mnie - dni me jak tchnienie.
17 A kim jest człowiek, abyś go cenił
i zwracał ku niemu swe serce?
18 Czemu go badać co ranka?
Na co doświadczać co chwilę?
19 Czy wzrok swój kiedyś odwrócisz?
Pozwól mi choćby ślinę przełknąć.
20 Zgrzeszyłem. Cóż mogłem Ci zrobić?
[Przecież] człowieka przenikasz.
Dlaczego na cel mnie wziąłeś?
Mam być ciężarem Najwyższemu?
21 Czemu to grzechu nie zgładzisz?
Nie zmażesz mej nieprawości?
Wkrótce położę się w ziemi,
nie będzie mnie, choćbyś mnie szukał».”
Strona 9 z 118

Top