poniedziałek, 12 sierpień 2019 16:48

Mam na imię Joanna i mam 38 lat, męża i dwójkę dzieci. Moje ostatnie lata spędziłam raczej obok Pana Boga niż razem z Nim.

Napisał
Oceń ten artykuł
(1 głos)
Mam na imię Joanna i mam 38 lat, męża i dwójkę dzieci. Moje ostatnie lata spędziłam raczej obok Pana Boga niż razem z Nim. Chodziłam do kościoła co niedzielę ze strachu lub z przymusu ze strony mamy i na tym mój świat wiary się kończy.
Przez ostatnie 20 lat borykałam się z nawracającą depresją i nerwicą. Miałam niskie poczucie własnej wartości, natrętne głosy w głowie negujące moją osobę i własny wizerunek, aż po myśli samobójcze. Wszystkie te emocje związane były głównie z przeszłością. Zranieniem przez molestowania w rodzinie jako dziecko, przekleństwem bliskiej mi osoby i w konsekwencji własnymi błędami życiowymi. Wychowywałam się w rodzinie, w której jedno z rodziców nadużywało alkohol, a drugie zajmowało się utrzymaniem domu. Musiałam sama walczyć z własnymi emocjami, zrozumieniem świata i tak delikatnej strefy życia, jak dotyk i bliskość z mężczyzną. Niestety bez wsparcia najbliższych. Późniejsze lata zaowocowały grzechem nieczystości, ogólną frustracją, buntem i w konsekwencji oddaleniem się od Boga. Ostatni rok był dla mnie przełomowy, sięgnęłam emocjonalnego dna i pustyni duchowej. Moim jedynym ratunkiem było powrócić do Boga, jak najszybciej. Błagałam Go pomoc, a On mnie po prostu wysłuchał. Przeleciało mi przed oczyma całe dotychczasowe życie i uświadomiłam sobie, jaki to był ogromy bałagan i śmietnik. Poprosiłam Pana Boga by pomógł mi uporządkować i posklejać moje życie na nowo. Poszłam z ciekawością na jedną ze mszy o uzdrowienie, wtedy zaczęły dokonywać się znaczne zmiany emocjonalne i duchowe. Zdecydowałam się wziąć udział w rekolekcjach i skorzystać ze spowiedzi generalnej, oraz modlitwy o uwolnienie ze względu na to, że w młodości bawiliśmy się w wywoływanie duchów i pewnie otworzyłam kilka furtek złemu. Po pewnym czasie zauważyłam, że Bóg pozbawia mnie jakiejś udręki: lęku, poczucia winy, odrzucenia, nieprzebaczenia, myśli samobójczych, po depresję. Otrzymałam łaskę pełniejszego uczestnictwa w Eucharystii. Jezus umocnił moją modlitwę i rozpalił we mnie uczucie poznania Go głębiej. Dziękuję Mu za Jego żywą obecność, świadome przeżywanie każdego dnia, zmianę postrzegania i nastawienia do własnej osoby i bliźniego. Przywrócił mi własną tożsamość, cel życia którego nie miałam, oraz chęć przeżywania życia u Jego boku. Mój świat znacznie zwolnił. Przez długi czas zastanawiałam się czy napisać swoje świadectwo, i czy mój przypadek kogoś zainteresuje, i czy to może być dla kogoś dowód na istnienie żywego Boga, ale splotu tylu zmian wewnętrznych, psychicznych i duchowych, nie mogłam przypisać samej sobie. Mam ogromne pragnienie przekazywania słów miłości Jezusa innym, beznadziejnym na duchu i o poranionych sercach. Oddanie się Bogu, szczerość w rozmowie z Nim, otwiera nasze serca umysł, na to co chce nam powiedzieć i przekazuje nam to w życiu codziennym, w każdym miejscu i czasie. Wsłuchując się w ciszę, pozwólmy Mu mówić. Wierzę, że gdy choć trochę uchylisz Mu drzwi swojego serca, dostrzeżesz Jezusa zerkającego przez szczelinę, patrzącego z miłością na Ciebie, z nadzieją, że kiedyś i ty Mu otworzysz. On czeka na Ciebie z utęsknieniem i wybaczy tobie wszystko, tylko UWIERZ.
 
 
Dziękuję Tobie i kocham Cię mój Ojcze z Nieba, na zawsze - Twoja Joanna.
Czytany 169 razy

Skomentuj

Upewnij się, że zostały wprowadzone wszystkie wymagane informacje oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML jest niedozwolony.

Top