środa, 22 maj 2019 15:01

Bóg ratował mnie wielokrotnie, tutaj opiszę tylko kilka ważniejszych sytuacji z ostatnich 10 lat.

Napisał
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Bóg ratował mnie wielokrotnie, tutaj opiszę tylko kilka ważniejszych sytuacji z ostatnich 10 lat. Zostałam wychowana w rodzinie katolickiej, gdzie nie było zrozumienia sensu relacji z Bogiem. Praktykowaliśmy niedzielne i świąteczne Msze święte i cowieczorny pacierz. Nikt nigdy nie tłumaczył mi po co to robimy, rodzice mówili "tak trzeba" i tyle. W wieku 17 lat stwierdziłam, że to wszystko jest bez sensu, więc porzuciłam praktyki religijne.
Wraz z odejściem od Kościoła zaczęło się moje powolne staczanie na dno w grzechu. Zamiast do szkoły, chodziłam do mieszkania 10 lat starszych od siebie mężczyzn, gdzie urządzane były kilkudniowe libacje alkoholowe. Alkohol jest najgorszym doradcą, więc z każdym dniem popełniałam coraz więcej grzechów. Po roku poczułam potrzebę powrotu do Kościoła, byłam przerażona, chciałam żeby Bóg mnie ratował. Wyspowiadałam się i na chwilę odczułam ulgę. Przykleiłam plaster na emocje i po chwili znów robiłam to samo. Bóg wyrwał mnie z tego środowiska w brutalny sposób - zaatakował mnie świerzb. Musiałam opuścić mieszkanie, które wynajmowałam i wyjechałam do innej miejscowości, gdzie podjęłam studia. Moją współlokatorką została dziewczyna o głębokiej wierze. To była pierwsza osoba, którą poznałam, mająca żywą relację z Bogiem. Nie dawała mi rad, nie pouczała mnie. Swoim życiem pokazała mi, jak cudownie jest żyć z Bogiem. Zrozumiałam, że szukałam szczęścia i miłości w niewłaściwych miejscach. Zaczęłam chodzić na spotkania Alfa, jednak zrezygnowałam przed ostatnim spotkaniem, nie czułam się godna, uważałam że nie zasługuję, żeby ktoś powiedział, że ukończyłam kurs katolicki. Wciąż miałam wiele pytań, nie wiedziałam jak żyć, wciąż jeszcze łapałam się starych dróg poszukiwania szczęścia.  Wpadł mi do głowy nawet taki głupi pomysł, że będę się umawiać na randki przez Internet, żeby omamiać mężczyzn i wykorzystywać ich. Wtedy znów Bóg mnie uratował, zanim zaczęłam realizować swoje postanowienie. Wtedy przez Internet poznałam mężczyznę, który teraz jest moim mężem. Na drugiej randce zabrałam go na imprezę, na której upiłam się dawnym zwyczajem. Nic z tej nocy nie pamiętam. Obudziłam się rano w samej bieliźnie otulona kołdrą, a obok w pozycji siedzącej spał mój przyszły mąż. Okazało się, że chciałam aby uprawiał ze mną seks tej nocy, lecz on nie chciał mnie skrzywdzić i pilnował żeby nie zrobił tego ktoś inny. Nie znałam mężczyzny, który nie skorzystałby z takiej okazji. Niestety nie pomyślałam, że właśnie tak powinien zachować się mężczyzna. Sądziłam że z nim jest coś nie tak i podjęłam decyzję, że będę się z nim spotykać, żeby go złamać i zaciągnąć do łóżka. W międzyczasie zakochałam się w nim, ale myśl o zbliżeniu nie dawała mi spokoju. Wszyscy na około mówili, że "muszę go wypróbować" bo może się okazać, że jest "niezdolny". W końcu namówiłam go na współżycie. Od tamtej chwili on zaczął myśleć tylko o seksie, a ja straciłam nim zainteresowanie. Niedługo po tym przyjęłam jego oświadczyny, lecz poprosiłam, abyśmy przestali współżyć ze sobą aż do ślubu. Zdarzyły nam się wpadki, ale przez większość czasu (2 lata) żyliśmy jak brat z siostrą. Byłam z tego powodu bardzo szczęśliwa. Czułam, że nasze małżeństwo będzie prawdziwe. Szczerze pokochałam mojego męża w reaktywowanej czystości. Próbowałam rozwijać swoją duchowość ale nie bardzo wiedziałam, jak to robić. Po ślubie zaczęliśmy się starać o dziecko, lecz od kilku lat już wiedziałam, że będzie z tym problem. Wyjechaliśmy za granicę, gdzie Bóg zaprosił mnie do spowiedzi z całego życia, zdałam sobie sprawę, że od wielu lat przyjmuję sakramenty świętokradzko, ponieważ nie dotrzymywałam warunków spowiedzi. Po spowiedzi z całego życia poczułam się, jakbym była nowym człowiekiem, nagle nauczyłam się rozmawiać z Bogiem. Tak jakby w moim sercu otworzyły się drzwi za którymi stał Jezus. Tydzień po tej spowiedzi wyjechaliśmy na urlop do Portugalii, tam odwiedziliśmy Matkę Boską Fatimską, którą prosiliśmy o wstawiennictwo w intencji poczęcia dziecka. Po powrocie odwiedziłam lekarza, okazało się że poza pierwotnym problemem doszły dwa inne. Lekarka powiedziała "przed panią długa droga do poczęcia, proszę się przygotować na wieloletnią kurację". Nie uwierzyłam jej słowom. Byłam przepełniona radością, wiedziałam że Bóg wysłucha naszych próśb. 4 dni później zaszłam w ciążę. Dziś jestem szczęśliwą mamą, studiuję teologię, spodziewam się kolejnego dziecka i rozwijam swoją relację z Panem Bogiem. Alicja
Czytany 304 razy

Skomentuj

Upewnij się, że zostały wprowadzone wszystkie wymagane informacje oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML jest niedozwolony.

Top