wtorek, 27 luty 2018 12:32

Mam 21 lat i całkiem dużo przeszłam w swym życiu.

Napisał
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Mam 21 lat i całkiem dużo przeszłam w swym życiu. Bóg był zawsze w nim obecny, mama jest bardzo pobożna i od dziecka starała się wychować mnie w wierze. Straciłam Go z oczu, gdy w moim domu zaczęły się problemy. Tata od zawsze dużo pił i znęcał się nade mną, moją mamą i 2 młodszymi siostrami. Był, i jest nadal, kierowcą ciężarówki. Przyjeżdżał do domu na weekend i urządzał piekło. Wszystko się pogorszyło, gdy rodzice kupili dom jednorodzinny. Mieliśmy być w nim szczęśliwi, ale nasze życie zamieniło się w koszmar.
Miałam wtedy 10 lat. Tata więcej pracował, by jak najwięcej zarobić na dom. Nie musiał tego robić, ale nie można mu było tego przetłumaczyć. Wciąż chciał więcej zarobić, by więcej móc wydać i więcej posiadać. Przez to więcej pił i więcej się awanturował i nas bił. Stawał się coraz bardziej brutalny. Potrafił rzucić się na moją siostrę z nożem, dusić moją mamę. Uszkodził jej kręgosłup, co sprawia jej problemy nawet w spaniu. Coraz bardziej się bałam taty. Nigdy mnie nie kochał, odtrącał mnie, bo za bardzo się stawiałam, pyskowałam, wolałam przebywać z mamą i jej pomagać w domu, niż iść skosić trawę. Bez przerwy ze mnie się wyśmiewał, dokuczał. Mówił jaka to beznadziejna jestem, że nigdy nikt mnie nie pokocha i nie znajdę chłopaka. Pogrążałam się w kompleksach. Pewnej nocy posłuchałam, jak tata zaszantażował mamę, że jeśli nie będzie z nim sypiać to zgwałci mnie lub moje siostry. Od tej pory nie mogłam po nocach spać w obawie, że wpakuje mi się do łóżka. Budził mnie najdrobniejszy szelest. Nie mogłam o tym z nikim pogadać, więc zżerało mnie wszystko od środka. Cały czas powtarzał, że gdy skończę 18 lat, wyrzuci mnie z domu. Gdy mama zgłosiła sprawę znęcania na policję, sprawa została umorzona (tata ma ciocie prokurator). Cały czas śmiał się, że skoro nikt mu nic nie udowodnił, to nic nam nie robił złego i to my jesteśmy szalone i zmyślamy. Mama bała się wnieść apelację. Ojciec przestał nas bić, za to zaczął wygrażać, że nas pozabija. Mówił, że jeśli trafi przez nas do więzienia, to wynajmie kogoś, kto to zrobi. Pewnego dnia przywiózł nawet strzelbę do domu. Moja psychika tak mocno ,,siadła", że nie potrafiłam zasłonić okna w domu, bo bałam się, że ktoś na zewnątrz mierzy do mnie z broni i mnie zastrzeli. Przestałam wierzyć w Boga, bo sądziłam, że gdyby faktycznie istniał, to nie pozwoliłby na coś tak strasznego. Noce spędzałam na płakaniu w poduszkę. Największy kryzys przeżyłam, gdy wyjechałam do liceum, do innego miasta i musiałam zamieszkać w internacie. Nie mogłam bowiem siedzieć w domu, musiałam z niego uciec. Tata przestał dawać mamie wypłatę, przez co obowiązki utrzymywania domu, sióstr i mnie spadły na nią. Nie miała skąd brać pieniędzy, więc pożyczała od znajomych. Przez cały czas, będąc w internacie, płakałam w obawie, że nie mają co jeść lub, że gdy wrócę może się okazać, że tata ich zabił. Wpadłam wtedy na pomysł, by go zabić. Skończyłyby się nasze problemy. Byłam w stanie ponieść wszelkie konsekwencje swoich działań, byle tylko uwolnić rodzinę od tego potwora. Po wszystkim chciałam zabić także siebie. Ten pomysł zaprzątał cały mój umysł. Wszystko zaplanowałam. Ale nie potrafiłam tego zrobić. Byłam (dzięki Bogu) za słaba. Moja mama popadła w depresję i sama chciała odebrać sobie życie. Ktoś musiał zajmować się domem. Ona nie wychodziła z pokoju i większość rzeczy spadła na mnie. Byłam na totalnym progu wytrzymałości. Jedyną myślą, która mnie powstrzymywała przed samobójstwem było to, że bardzo bałam się, że pójdę do piekła. Nie wierzyłam w Boga, bluźniłam i wrzeszczałam na Niego. Pewnego dnia przechodziłam obok kościoła w niedzielę. Miała odbyć się niedługo msza, więc weszłam do środka. Mama zawsze kazała mi chodzić w niedzielę do kościoła i choć Boga miałam za nic, to nie mogłam, nie potrafiłam opuścić mszy. Usiadłam w jednej z ławek i zaczęłam płakać. Dekoracje za ołtarzem stanowił wizerunek kilkumetrowego Chrystusa Miłosiernego. Patrzył na mnie tymi pełnymi miłości oczyma. Ksiądz wygłosił kazanie  w którym usłyszałam, że Bóg mnie kocha. Zrozumiałam wtedy, że jest na świecie Ktoś, dla kogo jestem ważna. Na ogłoszeniach duszpasterskich usłyszałam o katechezach neokatechumenalnych, które są dla osób, które szukają Boga, które chcą usłyszeć Dobrą Nowinę, zobaczyć, że w życiu człowieka nic nie dzieje się bez przyczyny i że Bóg nas kocha. Chciałam bardzo by ktoś mnie kochał. Poszłam więc na nie i już zostałam. Wspólnota dała mi wsparcie i wskazała drogę do Boga. Wizerunek Jezu Ufam Tobie odmienił moje życie. Zrozumiałam, że jeśli oddam Mu moje problemy to mi pomoże, że zawsze będzie przy mnie i mnie kocha taką, jaką jestem. Oddałam Mu swoje życie, a On zaczął mnie uleczać. Mama za mą namową wniosła sprawę o rozwód, niestety sprawa nadal się toczy. Wyprowadziliśmy się z domu, od taty. Nie widziałam go już 2 lata. Nie jest kolorowo. Często brakuje nam pieniędzy, żyjemy w trudnych warunkach i nadal nie radzimy sobie z życiem, ale wierzę że Bóg wszystko wyprostuje. Mam wiele fobii, lęków i nie radzę sobie w kontaktach z ludźmi a zwłaszcza z mężczyznami. Nie potrafię otworzyć się na możliwość bycia w żadnym związku, bo boję się, że mój chłopak okaże się taki, jak mój tata. Boję się, że w każdym momencie tata może pojawić się na nowo w moim życiu, stanąć w drzwiach. Mimo wszystko ufam Bogu, wiem że będzie dobrze, że jest przy mnie. Sprawił, że mam nadzieję, że budzę się rano z uśmiechem na twarzy i nareszcie jestem szczęśliwa. Nie jestem zła na Niego za wszystkie doświadczenia, które mnie spotkały, lecz wdzięczna, bo dzięki temu wyrosłam na porządną dziewczynę i mogę codziennie doceniać to, co dla mnie zrobił i, że mnie nie zostawił. Kocham Go. Chwała Panu!!! Karolina
Czytany 366 razy Ostatnio zmieniany wtorek, 27 luty 2018 12:44

Skomentuj

Upewnij się, że zostały wprowadzone wszystkie wymagane informacje oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML jest niedozwolony.

Top