piątek, 31 grudzień 2021 13:43

Jestem mamą dwóch córeczek, młodsza ma roczek. Wychowałam się w mocno patologicznej rodzinie.

Napisał
Oceń ten artykuł
(1 głos)
Jestem mamą dwóch córeczek, młodsza ma roczek. Wychowałam się w mocno patologicznej rodzinie. Nie znałam niczego oprócz wyzwisk, agresji do granic, życzenia rodzeństwu i ojcu śmierci, przemocy fizycznej i psychicznej w najgorszym wydaniu. Doświadczałam tego przez 16 lat, od małego, moja matka mnie nie chciała, nie chciała się mną zajmować, nie okazywała mi żadnych uczuć i zainteresowania, siedziałam w pokoju i zajmowałam się sobą. Ja natomiast w wieku 5 lat, zajmowałam się jej dziećmi, gdy wychodziła na kilku godzinne wojaże. Nigdy w życiu nie słyszałam od niej - kocham cię, nie przytulała mnie itp., nie chciała się mną zajmować więc, gdy ojciec był w wojsku, ja byłam w domu dziecka kilka razy.
Kochała najstarszego brata. Rodzice w końcu się rozwiedli, a ja zostałam z koszmarem, którym był mój ojciec i brat, który się na mnie wyżywał, bo nie radził sobie z tym, co się działo w domu. Nie miałam dzieciństwa, musiałam zajmować się domem i przyrodnimi braćmi, uczyć się i znosić piekło w domu, oraz ukrywać to, co się dzieje pod maską uśmiechu, bo byłam zastraszana i manipulowana przez ojca.
Piekła się nie bałam bo przeżywałam je w domu. Czułam się, jakbym miała 40 lat, a miałam zaledwie 15. Myślałam, że nie dożyję do 17 urodzin, że gdy nadejdą to umrę, taką depresję miałam. Panicznie bałam się zmian w życiu. W swojej niemocy i zagubieniu bawiłam się kartami tarota, interesował mnie kontakt z duchami, wierzyłam w horoskopy i w sny.
W wieku 16 lat, trafiłam do Ośrodka Opiekuńczo Wychowawczego. Wyszłam z domu tak jak stałam, w jednym ubraniu, bez niczego - miałam dość. Po latach w ośrodku i pracy z psychologiem doczekałam się mieszkania, poznałam męża i mam wspaniałe córki, wybaczyłam szczerze ojcu, bratu, sobie i wszystkim, którzy mnie zawiedli, ale wspomnienia wracały, codziennie i napierały tak samo na sile, jak ja je wypierałam i upychałam robiąc tzw. spychologię. Ogólnie czułam się najgorszym życiowym śmieciem, który na nic nie zasługuje i przeprasza, że w ogóle żyje.
Modlitwa towarzyszyła mi w życiu, zwłaszcza różaniec, niestety gdy się modliłam do głowy przychodziły mi straszne wulgaryzmy, ale mówiłam Matce Bożej, że ja się do nich nie przyznaję, w tłumie czułam się jakbym się dusiła i nienawidziłam ludzi, nie wiedziałam dlaczego, jednak nie przerywałam modlitwy.
Znalazłam się na grupie TeoBańkologia w tym roku i niby przypadkiem - wtedy stało się.
Poprosiłam księdza o modlitwę za rodziny dotknięte przemocą, akurat myślałam o koleżance córki i ks. się zgodził.
Moja córeczka miała wtedy jakieś 3 miesiące i odkąd się urodziła, wspomnienia z dzieciństwa wracały ze zdwojoną siłą. Szłam wśród ludzi i płakałam, prosząc - ,, Jezu, błagam zabierz to ode mnie!,, ustępowało, ale znowu wracało.
Przyszedł dzień różańca, odmawiam, na których mięliśmy zajrzeć w głąb swego serca, otworzyć się i pozwolić temu bagnu wypłynąć. Byłam w szoku, nie takich rozważań oczekiwałam.
Nagle przed oczami stanęły mi najgorsze momenty z dzieciństwa, pokazywały się jeden za drugim, a ja kurczyłam się coraz bardziej. Ksiądz powiedział - ,, nie bój się, trzymam cię za rękę przez szklany ekran, jestem z tobą, zejdźmy do tej piwnicy,,.
Puściłam to - skuliłam się i ukryłam twarz w dłoniach, patrzyłam na Jezusa cierniem ukoronowanego i szepczę - ,, przepraszam, że musisz patrzeć na ten syf, tak mi wstyd!,,
Miałam obraz Jezusa, który wchodzi otwiera drzwi od piwnicy i znajduje tam zamkniętą, małą dziewczynkę. Podchodzi i ją przytula. To byłam ja.
W tym samym czasie poczułam mrowienie po prawej stronie ciała i lekki podmuch wiatru jednocześnie... ściąganie jakby klapek z oczu, czegoś z pleców i gorąc w sercu. Przy pieśni widziałam jakby Ducha Świętego, który wypełnia moje serce i cisza..... ogromna cisza i spokój, burza na morzu ustała.
Przez tydzień chodziłam szczęśliwa, radosna, pełna i taka czysta. Obrazy przestały się pojawiać i niczego się nie boję, mam pokój w sercu. Nie da się tego opisać! Jestem nowym człowiekiem.
Na tym nie koniec, Bóg dalej pracuje nad moją wiarą i wprowadza ją na głębszy poziom, pomaga w życiu codziennym i wyprowadza z moich grzechów, czuję Jego obecność i pomoc, jest moim Ojcem i odkrywam Go każdego dnia czytając Biblię. Teraz uczestniczę na wieczorach uwielbienia z kanałem ,, Prowadzi mnie Jezus,, i tam doświadczam różnych łask. Bóg ciągle je na mnie wylewa, bo jest tak hojny .
Piszę to świadectwo po to, byś wiedział, że nie jesteś przegrany. Może stoisz w najgorszym bagnie swojego życia, może widzisz wszystko w czarnych barwach i wstydzisz się siebie i tego, co cię spotkało. Wiedz, że Jezus jest i tylko On ci
pomoże, bo cię kocha. Skoro mi pomógł, a jestem strasznym grzesznikiem to ja wiem, że będzie o ciebie walczył jak lew!
Nie dajcie się lękowi bo On nie pochodzi od Boga, módlcie się usilniej i wiedzcie, że wasze modlitwy są wysłuchiwane, każda. To do Boga należy ostateczne słowo w każdej mikrosekundzie waszego życia. Angelika
Czytany 172 razy

Skomentuj

Upewnij się, że zostały wprowadzone wszystkie wymagane informacje oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML jest niedozwolony.

Top