czwartek, 13 luty 2020 16:15

Mój problem z wiarą zaczął się w gimnazjum, gdzie przechodziłam okres buntu...

Napisał
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Mój problem z wiarą zaczął się w gimnazjum, gdzie przechodziłam okres buntu i odejścia od wiary, imprezowałam i takie życie mi w zupełności starczyło. Do tego doszły problemy z brakiem akceptacji siebie, uważałam, że jestem beznadziejna, moje życie nie ma sensu, jestem nikim, cały czas pogłębiałam się w tych wszystkich złych myślach, dołowałam i wtedy zaczęło się też samookaleczanie.
Każda kolejna rana na ciele dawała ukojenie, które było tylko chwilowe, a potem przychodziły coraz większe wyrzuty sumienia,obwinianie się i smutek. Kolejnym problemem było moje zainteresowanie magią, poczynając od Harrego Pottera, a kończąc na własnych zaklęciach. Zły dobrze wiedział, jak uderzyć, abym uwierzyła, że dzięki magii jestem wyjątkowa, i ja w to uwierzyłam. W takim stanie dotarłam do liceum, gdzie trafiłam na pewnego salezjanina. Przez 3 lata pracowałam nad samoakceptacja i zrezygnowaniem z magii, i tak poznałam Pana Boga - zaczęłam się modlić. Jednak to nie był happy end, zły walczył i uderzył... usłyszałam od ważnych mi osób, że jestem tylko problemem. To była wielka rana. Potem przyszły problemy z seksualnością, uważałam, że nie jestem nic warta, i tak też pozwalałam się traktować mężczyznom. Z każdym chłopakiem przekraczałam granicę, dążyłam tylko do przyjemności, a każde kolejne przekroczenie granicy powodowało to, że uważałam, że jestem nic nie wartą szmatą. Tak właśnie o sobie myślałam... i cały czas, gdy tylko wychodziłam z jednego problemu, to przychodził drugi, i tak to wszystko kręciło się w negatywnym kole, aż zadecydowałam się oddać moje życie Jezusowi. On wylał na mnie swoją miłość, dał mi poczucie bycia kochaną, wiarę w to, że jest kimś wartościowym. Dał mi swoją Matkę Maryję, jako przewodniczkę, kobietę która jest mistrzynią.
Dziś stwierdzam, że gdyby nie Bóg, to na świecie mogłoby mnie już nie być. Teraz mam kochającego narzeczonego, który wspiera mnie w codziennej walce, przyjaciół, do których mogę zawsze się zwrócić z problemem, i wspólnotę, w której mogę wzrastać. Monika
Czytany 470 razy

Skomentuj

Upewnij się, że zostały wprowadzone wszystkie wymagane informacje oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML jest niedozwolony.

Top