Dowcip od księdza (700)

Dowcip od księdza – godz. 18:00

Rozweselające dowcipy i historie wybierane przez księdza Rafała Jarosiewicza, często z jego „sucharowym” komentarzem.

np. W Morskim Oku, w przerębli, kąpie się baca. - "Baco, nie zimno wam?!" - pytają się turyści. - "Ni." - "Ciepło?" - "Ni." - "A jak wam jest?" - "Jędrzej." Ps. Dogadanie się jest często takie skomplikowane...

Bóg patrząc na grzeszną Ziemię zauważył zły stosunek społeczeństwa do lekarzy. Chcąc podnieść reputację całego personelu medycznego, zszedł na Ziemię i zatrudnił się jako lekarz w przychodni rejonowej. Pierwszy dzień pracy, siedzi w izbie przyjęć, przywożą mu sparaliżowanego chorego - 20 lat na wózku inwalidzkim. 
Bóg wstaje, kładzie choremu na głowę swoje dłonie i mówi:

- Wstań i idź! 
Chory wstaje, wychodzi na korytarz. Na korytarzu tłum oczekujących, wszyscy pytają: 
- No i jak nowy doktor? 
- Doktor jak doktor, ale nawet ciśnienia mi nie zmierzył!

Ps. Mając swoje schematy myślenia, nie jesteśmy w stanie zauważyć, jak wiele się dokoła nas zmienia.

- Dlaczego jeszcze nie wyszłaś za mąż, nikt cię nie prosił? 
- Prosili i to nie raz! 
- A kto? 
- Mama z tatą.

Ps. Czasem to też znak, że trzeba coś zmienić.

Spotyka pająk pająka. 
- Cze, co robisz? 
- Gram w motylki. 
- Skąd masz? 
- A, ściągnąłem sobie z sieci.

Ps. Niektóre rozwiązania daje nam samo życie.

- Edek, dalej pracujesz? 
- Pracowałem na pół etatu, ale mnie zwolnili. 
- Dlaczego? 
- Bo to była praca na pełny etat.

Ps. Czasem ze zwolnieniami jest też tak.

Przychodzi kobieta do nieba, staje przed obliczem św. Piotra i mówi, że szuka swojego męża, który odszedł 4 lata temu. Św. Piotr pyta: 
- A jak się nazywał? 
- No Marian, Marian Kowalski.
- Św. Piotr przeszukuje bazę, ale mówi, że nie może go znaleźć, więc pyta: 
- A pobożny był? Do kościoła chodził? 
- No był, był - każdej niedzieli chodziliśmy razem do kościoła. 
- Ok, w takim razie poszukam pod „pobożnymi”.
Szuka, szuka, ale dalej nie może znaleźć, więc mówi: 
- Pani, ten mąż to na pewno odszedł, bo nigdzie nie mogę go znaleźć? 
- No św. Piotrze, myśmy 50 lat w małżeństwie spędzili razem - przecież wiem, że odszedł.
- Na to św. Piotr: 50 lat razem?! Trzeba było tak mówić od razu - będzie pod męczennikami.

Ps. Można się śmiać, ale w małżeństwie jest wiele okazji dla „umierania” dla siebie.

Podczas wizyty w szpitalu psychiatrycznym gość pyta ordynatora, jakie kryteria stosują, aby zdecydować czy ktoś powinien zostać zamknięty w zakładzie, czy nie. Ordynator odpowiedział:
- Napełniamy wannę wodą, a potem dajemy tej osobie łyżeczkę do herbaty, kubek i wiadro i prosimy, aby opróżniła wannę.
- Aha, rozumiem - powiedział gość - to oczywiste, normalna osoba użyje wiadra, bo jest większe niż łyżeczka czy kubek.
- Nie - powiedział ordynator - normalna osoba pociągnęłaby za korek. Chce pan pokój z widokiem czy bez?

Ps. Niektórych testów lepiej nie robić.

Siedzi sobie stary piracki kapitan na rufie statku. Wiadomo, jak to stary pirat, zamiast nogi kawałek drewna, zamiast dłoni hak i bez jednego oka. 
Obserwuje go młody majtek pokładowy. W końcu zdobywa się na odwagę i zaczyna pytać starego kapitana. 
- Dlaczego nie ma pan nogi? 
- Stare dzieje. Rekin mi odgryzł. 
- A czemu hak zamiast dłoni? 
- Stare dzieje. Ucięta podczas abordażu. 
- No, a czemu oka pan nie ma? 
- Bo mi mewa narobiła. 
- I od tego stracił pan oko?
- Nie, ale to był mój pierwszy dzień z hakiem.

Ps. Dobrze jest wiedzieć, co masz – to chroni przed błędami.

Jasio przychodzi do szkoły z opuchnięta i posiniaczoną twarzą. Pani pyta: 
- Jasiu co Ci się stało?
- Osa. 
- Użądliła?
- Nie. Kolega na podwórku łopatą próbował zabić.

Ps. Przyczyn niektórych siniaków nigdy byśmy się nie spodziewali.

Dzieci w przedszkolu przechwalają się czyj tata wyhodował większe jabłko: 
- Mój tato przywiózł takie jabłko, że z sąsiadem musiał je na pakę wrzucić. 
- Mój wyhodował takie, że jak dojrzało to cale drzewo się połamało. 
- A mój wyhodował takie, że jak je wieźliśmy wozem na targ, to przy postoju wyszedł z niego robak i zjadł konia!

Ps. Przy dzieciach nie da się nudzić, wystarczy ich posłuchać.

Siedzi facet na ulicy obok kosza z pestkami z jabłek. 
Podchodzi student i pyta: 
- Co tam masz? 
- Sprzedaję pestki z jabłek. 
- A do czego służą?
- Po zjedzeniu jednej człowiek staje się mądrzejszy. 
- A po ile je sprzedajesz? 
- 15 zł za sztukę. 
- Daj mi jedną. 
Student zjadł pestkę, pomyślał i mówi: 
- Poczekaj chwilę! Za 15 zł mogłem kupić kilka kilo jabłek i mieć z nich mnóstwo pestek zamiast jednej! 
- Widzi Pan, już poskutkowało. 
- Rzeczywiście. Daj jeszcze dwie.

Ps. Niektóre sytuacje niczego nas nie uczą.

Top