Dowcip od księdza (1566)

Dowcip od księdza – godz. 18:00

Rozweselające dowcipy i historie wybierane przez księdza Rafała Jarosiewicza, często z jego „sucharowym” komentarzem.

np. W Morskim Oku, w przerębli, kąpie się baca. - "Baco, nie zimno wam?!" - pytają się turyści. - "Ni." - "Ciepło?" - "Ni." - "A jak wam jest?" - "Jędrzej." Ps. Dogadanie się jest często takie skomplikowane...

– Panie doktorze, muszę schudnąć.
– Dobrze. Ile ma pani wzrostu? Ile waży?
– 156 cm i 156 kilo.
– A ile było najmniej?
– Niecałe trzy kilo i 50 centymetrów!
Ps. Mając dystans do siebie samego, rzeczywiście dużo łatwej schudnąć, niż zaprzeczając temu, że nie ma z czego.
– Coś okropnie pachnie na klatce schodowej. Pewnie coś tam zdechło – mówi żona.
– Nie, to raczej ci z parteru coś gotują – przekornie dodaje teściowa.
– Sprawdzę – mówi mąż i wychodzi z domu.
Po chwili wraca:
– Tym razem obie miałyście rację…
Ps. Umiejętność przyznania racji żonie i teściowej to jest dopiero sztuka.
Kobieta zachwyca się kawą, podaną na koniec wykwintnego obiadu:
– Cudowny smak i aromat! Jaka głęboka barwa! Skąd mają państwo taką świetną kawę?
– Ach, to małżonek przywiózł prosto z Ameryki – odpowiada dumna pani domu.
– No, że też po drodze nie wystygła! – mamrocze pod nosem zdumiona kobieta.
Ps. Kiedy potrafimy żartować z gorącej kawy przywiezionej z Ameryki, może być to jeden ze znaków dobrego dystansu do siebie.
Młody człowiek pyta proboszcza:
– Czy jedna osoba może czerpać korzyści materialne z pomyłki drugiej?
– Ależ skąd!
– No to, czy może ksiądz zwrócić mi 800 zł, które pół roku temu zapłaciłem za mój ślub?
Ps. Mając kolegę proboszcza i szczęśliwe małżeństwo – fajnie jest tak czasem zażartować.
Recepcjonista do gościa:
– Mam ostatnie miejsce w dwójce, ale mężczyzna, który tam śpi, strasznie chrapie!
– Nie szkodzi, biorę.
– No i jak? Spał pan choć trochę? – pyta nazajutrz rano recepcjonista.
– Całą noc! Ten pan ogłuszająco chrapał, gdy wszedłem, więc cmoknąłem go w policzek, jak mi radziła żona, aby zrobić gdy ktoś chrapie, i powiedziałem: „Dobranoc, przystojniaku!”, a on mi rano powiedział, że nie zmrużył oka calusieńką noc!
Ps. Niektóre metody działają tak piorunująco…
– Co tak liczysz, dziadku? – pyta wnuk.
– Świat się zmienia – westchnął dziadek. – Dziesięć przykazań ma tylko 50 słów, a dyrektywa Unii Europejskiej w sprawie produkcji dżemu – kilkadziesiąt tysięcy…
Ps. Ludzkie rozwiązania zawsze pozostaną słabsze niż Boże, dlatego potrzebują tylu wyjaśnień.
Urzędnik dzwoni do mieszkania w bloku, otwiera mu kobieta:
– Pan tu nowy? Co, pewnie już panu o mnie nagadali, jaka ze mnie hetera!
– No, cóż – odpowiada zmieszany. – Coś mówili, że mąż to miły człowiek….
– Właśnie! A wie pan, dlaczego? Bo ja całe życie modliłam się o dobrego męża, a on o dobrą żonę – nigdy!
Ps. Ponad tym wszystkim trzeba pamiętać, że Bóg dla wszystkich jest dobry.
Nowy dozorca roznosi lokatorom zawiadomienia. Pod piętnastką pytają go:
– Pan tu nowy?
– Tak.
– I teraz idzie pan pod szesnastkę?
– Tak.
– To niech pan uważa, na kogo tam trafi. Bo sąsiad to złoty człowiek; uczynny, pogodny, grzeczny, ale jego żona… Wredna jędza, jakich mało, koszmarny babsztyl!
Ps. W żadnym środowisku nie brakuje tych, którzy dają „złote rady”.
Koledzy rozmawiają na rybach:
– …no i wtedy powiedział, że będę zarabiał dwa tysiące na rękę.
– Co ty na to?
– Odpowiedziałem mu: Dobrze, ale ja mam dwie ręce…
Ps. Nie ma to, jak umiejętne sugestie dla szefa.
Gabinet dentystyczny. Pacjent w najdroższym garniturze, ze złotym rolexem wielkości talerzyka na przegubie, spinkami z diamentami jak wiśnie, ze stojącymi obok dwoma ochroniarzami o byczych karkach. Dentysta prosi na fotel i każe otworzyć usta. Patrzy, zagląda, wreszcie mówi:
– Ale w czym mogę panu pomóc? Bo tu same tylko złote zęby, diamentowe koronki… Coś niesamowitego! Czego pan ode mnie oczekuje???
– Sam pan widzi, doktorze, jak to wygląda – odpowiada pacjent. Alarm chciałbym założyć.
Ps. Można się śmiać z „alarmu w gębie”, ale niestety świat współczesny do tego zmierza.

Top