piątek, 15 czerwiec 2018 13:15

Mam na imię Małgorzata, mam 37 lat. Jezus zawsze był obecny w moim życiu.

Napisał
Oceń ten artykuł
(2 głosów)
Szczęść Boże
Mam na imię Małgorzata, mam 37 lat. Jezus zawsze był obecny w moim życiu. Jednak mając idealny wzrok, mając GO na wyciągnięcie ręki, dobry węch i słuch - nie widziałam, nie słyszałam, nie czułam. "Dlaczego"?! To pytanie często towarzyszyło mi w chwilach trudnych.
Wystawiałam Pana na próbę - gdy spełnił moją wolę, szybko zapominałam że to dzięki jego łasce i przypisywałam sobie zasługi, a jak nie spełnił... no to "awanti" była zawsze. Szłam drogą trudną, poraniona, obdarta, wzgardzona szłam do celu bez celu. Szukałam po omacku, po ciemku. Dotykałam dna rozpaczy, smutku, więziłam w sobie radość, kaleczyłam miłością aż do Światowych Dni Młodzieży. Jako opiekun grupy ruszyłam szlakiem, który zaprowadził mnie do Jezusa. Będąc świadkiem miłości i jedności, tam na Błoniach, zapaliła się we mnie Boża ISKRA. Ledwo się iskrzyłam, ale chciałam tego ciepła więcej. "Moja kanapa" stała się nie wygodna i zaczęło się szukanie. Trafiłam na RTCK - WSTAŃ - albo będziesz święty, albo będziesz nikim. Bałam się, ale ... oj poruszyło się we mnie coś. Wcześniej miewałam sny np. o milczącym Jezusie w białej szacie, o Maryi, która powiedziała do mnie jak do Elżbiety "Błogosławiona jesteś Ty i owoc Twojego łona". Wmawiałam sobie, że to tylko sny i że mi odbija. Nie miałam odwagi wyznać co się dzieje, by nie poczytano mnie za wariatkę. W milczeniu szukałam dalej. Modliłam się o wszystko i za wszystko. Najwięcej o zdrowy rozsądek. Zgłosiłam, zawierzając Bogu, mojego brata do programu "Nasz Nowy Dom" wdowiec z dwójką chłopaków w chałupce na "kurzej łapce". Z prośbą w sercu - "Jezu, Ty się tym zajmij" - Przyjechali i zrobili piękny domek. Miałam do zorganizowania ważną, lokalną świecką imprezę dla kobiet. Modliłam się o dobrych ludzi przy współpracy, i Bogu niech będą dzięki, poznałam wtedy Piotra M. i Sławka G. dźwiękowców, którzy powiedzieli mi o "Jezusie na Stadionie". Zawierzyłam Panu, choć było to po ludzku niemożliwe, zaufałam że będę tam obecna. Tuż przed 1 lipca, Asia O. wstawiła na wydarzeniu (fb), iż posiada jeden bilet. Wiedziałam że to jest dla mnie bilet. Siedziałam w drugim rzędzie, na płycie głównej, wprost = twarzą w twarz z Matką Bożą, w sektorze P04/36. Moja córka śmiała się ze mnie, bo odmieniło mnie to spotkanie z Jezusem i Maryją. Ale z czasem zauważyła, że to nie jest zmiana na chwilę i przelotne uniesienie. Zaczęłam czytać codziennie Pismo Święte, uczęszczać regularnie na Eucharystię, żyć z Jezusem na co dzień.
Pojawiły się kolejne łaski. Prowadził mnie w pracy Pan, dosłownie za "rączkę". Poddawałam się Jego woli bez żadnych pytań. I otrzymaliśmy dla klubu seniora, który dzięki Bogu udało się założyć dosłownie w kilka dni, dofinansowanie na prawie 130 tyś zł. Cały projekt zawierzyłam Bogu. Codziennych namacalnych, naocznych, wyczuwalnych CUDÓW nie wyliczę, tak jest ich dużo jak sekund w godzinie, a godzin w wieczności... Łask, jakimi mnie Pan obsypuje nie jestem świadoma. Tylko niektóre dane mi jest zobaczyć, czasem dowiaduję się iż "moje pokłosie" dało piękne owoce. Chwalę Boga w przedsionku, bo marność moja wielka. Niepojęty jest Boży plan, dlatego nie zadaję już pytania - "Dlaczego" - ono straciło sens, utonęło w łasce Bożej, jaką otrzymałam. Pytam za to Boga, co jeszcze mogę zrobić, kogo jeszcze pokochać. Czasem stawia mi na drodze ludzi "trudnych" do pokochania, ale tylko po to by poskromić mnie i moją pychę. Codziennie kocham bardziej, odkrywam więcej i czerpię z niewyczerpanego źródła miłosierdzia Bożego. Uczę się, upadam, powstaje, kocham, żyję! Z Bogiem życie, to dopiero jest życie! - Małgorzata
Czytany 80 razy

Skomentuj

Upewnij się, że zostały wprowadzone wszystkie wymagane informacje oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML jest niedozwolony.

Top